W kręgu filozoficznych morderstw – „Imię róży” Umberto Eco

Ponadczasowa, uniwersalna, zawierająca w sobie wiele motywów przewodnich, poruszająca ważne kwestie. W ten sposób opisywana jest w wielu źródłach książka autorstwa Umberto Eco – „Imię róży”. Lektura zarówno dla szkół, jak i dla przyszłych polonistów. Mimo tych ram przekraczająca kanon literacki, gdyż coraz chętniej czytana przez „zwykłych” ludzi, szukających „dobrej lektury”. Co sprawia, że „Imię róży” stało się książką tak chętnie czytaną, dlaczego warto sięgnąć po tę pozycję?

Kryminał, czy nie?

Chyba każdy, kto czytał „Imię róży”, wie, że książka ta miała nazywać się „Opactwo zbrodni”. Tak, to świetny tytuł na kryminał! Każdy zafascynowany zagadkami o morderstwach z pewnością sięgnąłby po tę pozycję. Tytuł ten byłby wyszukany, nieco tajemniczy, a jednak wskazujący głównie miejsce akcji, czyli opactwo klasztorne. Należy jednak być wdzięcznym Eco, iż jednak postanowił zrezygnować z tego pomysłu, gdyż tematyka „Imienia róży” nie pasowałaby to tego tytułu. Kolejnym pomysłem był tytuł „Adso z Melku”. Tutaj już tematyka byłaby trafiona w zasadzie, gdyż książka przywołuje historię 18-letniego Adsa, który na początku swojej „kariery” mnicha, przeżywa przygody, opisane w książce. Historia zawarta w „Imieniu..” jest pisana z perspektywy Adsa. Mimo wszystko tytuł ten byłby nie tyle nawet uniwersalny, ile prosty. Być może miałby nawiązywać do średniowiecznych świętych, np. Franciszka z Asyżu. Gdyby jednak historia, opisana w książce stanowiła skrót życia Adsa, tytuł ten byłby jak najbardziej „na miejscu”. Książka została jednak „Imieniem róży”, nazwana tytułem tajemniczym i nieco uniwersalnym. Opowiada ona o przeżyciach Adsa, z którymi przyszło mu się zmierzyć podczas spędzenia 7 dni we włoskim opactwie mnichów. Wątek kryminalny jest w pewnym sensie tłem do innych wydarzeń oraz rozbudowanych przemyśleń. Jeśli ktoś spodziewał się typowego kryminału w stylu A. Christie, raczej się zawiedzie. Sam Eco w „Dopiskach na marginesie” wspomniał, że wolałby uniknąć kojarzenia tej książki z typowym kryminałem oraz że starał się nie wpaść w schemat typowej książki kryminalnej, o czym świadczy choćby zakończenie tego utworu.

Eco jako kronikarz

Bardzo ciekawym zabiegiem, zastosowanym w książce jest forma kronikarska. Historia jest przedstawiana z perspektywy Adsa, człowieka będącego u schyłku swojego życia i przytaczającego wydarzenia, które spotkały go jako 18-latka. Ciekawy zabieg, który zapewnia utworowi nieco więcej uwagi, niż mógłby mieć. Gdyby historia była opowiadana w czasie rzeczywistym, z pewnością straciłaby na „patetyczności”. W „Imieniu róży” mędrzec Adso, zapisuje swoje przeżycia w formie kroniki, tym samym nawiązując do średniowiecznych kronikarzy i utworów niemalże hagiograficznych. Powieść ma także formę tzw. szkatułkową, co jakiś czas ktoś w książce przytacza wypowiedź innych osób. Jest to świetny zabieg, gdyż zapewnił Eco możliwość wplecenia niektórych fragmentów, jako przypuszczeń, a także pozwolił na to, by powieść nabrała wymiaru nieco filozoficznego. Dzięki temu zabiegowi bardzo wiele w niej rozważań i przemyśleń.

Kim jest „Róża”?

Warto na chwilę powrócić jeszcze do samego tytułu. „Imię róży”. Co właściwie oznacza ten tytuł? Można pokusić się o stwierdzenie, że…wszystko. Róża jest symbolem zarówno namiętności i miłości, jak i cierpienia. Eco nie przytoczył konkretnego koloru owej róży z tytułu, a jak wiadomo, różne kolory tego kwiatu, mają inną symbolikę. W posłowiu Eco wspominał o tym, iż wiele rzeczy na świecie przemija, pozostawiając po sobie nazwy, które nas otaczają. Po ludziach zostają imienia i nazwiska, po rzeczach i miejscach, ich charakterystyczne nazwy. „Róża” może dotyczyć kilku aspektów w powieści.  Owym kwiatem może być tak pożądana „Poetyka” Arystotelesa, która stała się niejako tematem sporu, może nim być także owa dziewczyna, która zawróciła w głowie głównemu bohaterowi. Każda róża ma kolce, które ją otaczają, co jednoznacznie kojarzy się z tym, iż aby „dotknąć” tego kwiatu, należy być ostrożnym, gdyż można się „sparzyć”. Róża jest na tyle uniwersalnym symbolem, że każdy znajdzie coś dla siebie podczas jej interpretacji, podobnie jak w książce. Eco specjalnie chciał zasiać nieco zamętu w głowach czytelników, by starali się interpretować tytuł wielopłaszczyznowo. Trzeba przyznać, że zabieg udał się autorowi w pełni!

„Imię róży” jest powieścią wymagającą. Nie sposób się nie zgodzić z tym stwierdzeniem. Niezwykle profesjonalnie podszedł do zadania napisania tej książki także Eco, przez rok gromadząc materiały. Tak też należy do niej podejść, z otwartym umysłem, który pochłonie wszystkie nakreślone w niej obrazy. Dla jednych powieść ta jest odkryciem, a na pewno swego rodzaju klasykiem literackim, który warto przeczytać. Dla innych lekturą trudną i z pewnością nie na „luźne wieczory przy kominku”, choć mimo wszystko wiele osób sięgnie po nią i tak – z ciekawości. Dlaczego „Imię róży” jest tak chętnie czytane? W dużej mierze dlatego, że każdy może w niej znaleźć coś dla siebie!

Advertisements

Polska za czasów księcia Mieszka I?

Swoją przygodę z Szeptuchą dopiero rozpoczynam, gdyż jestem w drugim tomie. Dziś chciałam napisać swoje przemyślenia na temat pierwszej części.

Jeśli czasem wydaje Wam się, że mało co jest w stanie Was zaskoczyć, jeżeli chodzi o tematykę książek, to być może jesteście w błędzie – jak ja! Zabójstwa, ciekawe, czasem dziwne zagadki, romanse – ona kocha jego, on jej nie lub odwrotnie, gadające zwierzęta itd. itd. To wszystko już było, dlatego sięgając po książkę, zwykle interesuje nas już konkretna fabuła oraz tok akcji. Inaczej jest z Szeptuchą. A co, jeśliby Polska nie przyjęła Chrztu w 966 r., tylko nadal była Królestwem, a ludzie w niej mieszkający, wierzyliby w bogów?

Dawno zapomniane imiona

Tę tematykę porusza cykl Kwiatu Paproci. Polacy żyją w nowoczesnym kraju na miarę XXI wieku, mają komputery, smartfony, Facebooka i… odprawiają pogańskie rytuały. Akcja rozpoczyna się poznaniem głównej bohaterki – Gosławy, przez znajomych zwanej Gosią. Dowiadujemy się, że ukończyła ona medycynę i aby móc w przyszłości zostać lekarzem, jak każdy polski praktykant, powinna udać się na praktyki do szeptuchy. Kobiety te były „lekarzami pierwszego kontaktu” i zanim chory szedł do lekarza, musiał zostać zbadany przez szeptuchę. To, co pierwsze rzuca się w oczy w powieści, to staropolskie, dawne imiona. Nasza bohaterka nazywa się Gosława, ponadto pojawiają się imiona takie, jak: Radowit, Sława, Żywia, Jarogniewa. Jako słowiański „miniignorant”, nie wiedziałam, że kiedyś faktycznie były takie imiona, co ciekawe, autorka książki zdrabnia je do imion, jakie istnieją w języku polskim obecnie, czyli, np. Gosia lub Radek. Z pewnością ciekawe imiona są jednymi z interesujących elementów tej książki. Oczywiście, w powieści pojawia się także wiecznie żywy książę Słowian, czyli Mieszko, będący jedną z głównych postaci. Najbardziej zapada w pamięć zdrobnienie imienia Jarogniewej – Baba Jaga, ale dlaczego akurat w ten sposób ją „przezywają”? Zajrzyjcie do książki!

Wartka akcja, ale..

Jeżeli o mnie chodzi, to tematyka i pomysł na książkę są świetne! Nie jestem jakimś zagorzałym fanem kultury słowiańskiej, ale uważam, że pomysł jest strzałem w 10! W dzisiejszej literaturze brakuje nieco różnorodności i niepowtarzalności. Bardzo często lektury pochłaniają nas, bo lubimy określony gatunek lub zwyczajnie chcemy nie myśleć o codzienności, dlatego „zanurzamy” się w świecie wyimaginowanym. Bogowie, którzy są obecni w XXI wieku? Ludzie, którzy żyją pomiędzy Facebookiem, a o odprawianiem rytuału topienia marzanny? Świetny pomysł! Niestety, wydaje mi się jednak, że pomimo niezwykłego tematu, czytelnik może odczuwać lekki zawód. Postaci są nieco płytkie, a fabuła niekiedy zahacza o literaturę typowo młodzieżową, co osobom, które nie do końca lubią ten rodzaj książek, może nie przypaść do gustu. Niestety, powieść jest napisana nieco infantylnie, co może być rozczarowujące, jednak koniec końców, broni się ciekawą fabułą.

Niewierząca bohaterka

Chciałabym jeszcze wspomnieć o głównej bohaterce. Gosława Brzóska, czy Gosia – jak kto woli, to początkująca szeptucha, która bardzo nie chce nią zostać. Gośka nie wierzy w gusła, uważa, że jedyną, słuszną drogą jest medycyna i nauka. Tylko lekarz jest w stanie wyleczyć człowieka, a nie pogańskie praktyki, picie ziółek, czy chodzenie wokół dębu o północy, tuż po nowiu. Gosia jeszcze nie wie, że jej przekonania zostaną wystawione na ciężką próbę. Kreacja bohaterki do pewnego momentu jest zrozumiała, niestety, ma się wrażenie, że Gośka mentalnie się nie zmienia. Przez większość książki jest emocjonalnie niedojrzała, co jest głównym powodem tego, że powieść ta jest infantylna. Z biegu wydarzeń wynika, że taki właśnie był zamysł autorki, jednak ostatecznie mocno ucierpiała na tym cała powieść, a także jej tematyka. Mimo to jak potoczą się losy Gosławy, czy zwycięży rozsądek, czy też słowiański duch? Z pewnością warto sprawdzić!

Wierzący w opozycji

Słowo „niewierzący” nabiera w tej powieści zupełnie innego znaczenia. Niewierzącym nie jest ktoś, kto nie oddaje czci Bogu, tylko nie wierzy w pogańskie rytuały i licznych bogów. Niewiara bohaterów nie jest przedstawiana w powieści jako „ciężki orzech do zgryzienia”, jest jedynie kojarzona z postępem XXI wieku, z życiem w Warszawie lub innym większym mieście. Pojawia się tam także wzmianka o tym, że inne kraje w Europie są Chrześcijańskie, jednak (przynajmniej w pierwszej części) nie dowiadujemy się, w jaki sposób jest to odbierane przez Polaków żyjących w Królestwie. Niestety, nie poznajemy także innych niewierzących. Ma się trochę wrażenie jakoby zabrakło bohaterów. Jest Gosia przeciwko wszystkim „wierzącym”. Pozwala to oczywiście na lepsze poznanie świata szeptuch i bogów, jednak ogranicza zaznajomienie się ze światem „poza”, czyli tym, gdzie dominuje np. chrześcijaństwo oraz tego w jaki sposób pogańska Polska jest odbierana na tle chrześcijańskiej cywilizacji. Dla mnie dość ciekawie, ponieważ zupełnie inaczej jest nakreślone słowo „wierzący Polak” w tej książce.

 

Czytać nie czytać? To głupie pytanie! Wiadomo, że recenzje są po to, by poszukać jakiejś wskazówki, czy sięgać po lekturę, jednak bez sensu zupełnie byłoby tylko tym się kierować. Jeśli lubicie innowacyjne tematy, słowiańskie mity, legendy, a także wątek „romansowy”, możecie śmiało czytać! Książka może nie zaciekawić tych, którzy nigdy nie lubili czytać literatury dla młodzieży, ale i tak, chyba warto się przekonać o tym!

Kryminalne obyczajówki?

Witajcie! Po dość długiej przerwie przesyłam kolejną recenzję. Jest to raczej recenzja zbiorcza, gdyż nadal jestem w trakcie czytania! Mowa oczywiście o sadze Camilli Lackberg, która w 10 tomach (do tej pory) opisała losy bohaterów z Fjallbacki. Wybaczcie, że nie będę używać szwedzkich znaków, ale nie mam takiej klawiatury i o wiele trudniej by mi się je ciągle kopiowało. Zapraszam do lektury!

Jeśli lubicie nutkę strachu, zagadki, a do tego uwielbiacie obyczajówki podzielone na tomy, ta saga jest skierowana do Was! To, co wyróżnia książki Camilli Lackberg, to przede wszystkim wątek kryminalny, połączony z ciekawą opowieścią obyczajową. Dlatego też warto czytać pozycje tej autorki według określonej kolejności, dzięki temu zawsze połapiemy się w tematyce. Co wyróżnia pięć pierwszych tomów Sagi o Fjallbace? Sprawdźcie poniżej!

Od razu chcę zaznaczyć, że nie będzie to recenzja, która głownie będzie składać się z skrótu 5 tomów, bo to mijałoby się z celem. Chciałabym raczej opisać nieco strukturę oraz przytoczyć spostrzeżenia na temat książek.

Wszechobecna kawa!

Nie zgłębiałam nigdy kultury Szwedów, ale zadziwiające jest to, że u autorki w każdej książce pojawia się ten wątek. Wszyscy, zawsze i wszędzie piją kawę. I nie jest to stwierdzenie nad wyraz, ponieważ o ile picie tego „napoju bogów” podczas opisu spotkań czy odwiedzin jest normalne, o tyle parzenie kawki, gdy właśnie znaleziono czyjeś zwłoki, jest trochę zadziwiające! Ale właśnie tak jest. Bohaterowie parzą kawę w najmniej odpowiednim momencie. Przykład: policja przychodzi poinformować rodzinę o zgonie jakiegoś członka familii, a gospodarz zamiast zalać się łzami, idzie zaparzyć kawę! W którejś z książek znajdziemy także fragment o tym, jak to jeden z bohaterów, przyjmujących u siebie policję, nie chciał zaparzyć kawy i od razu dało się wyczuć w książce niechęć do jego osoby. Kawa to znak rozpoznawczy tej sagi. Być może Camilla ją ubóstwia? Kto wie?

Obyczajówka z wątkiem kryminalnym

Fani typowych kryminałów na miarę A. Christie chyba nie do końca polubią tę formę kryminału, choć, kto wie? Miałam okazję czytać różnorodne opinie na ten temat. Jedni zachwyceni wątkiem obyczajowym, inni nie. Najlepiej samemu się przekonać na własnej skórze, czy pasuje nam tego typu literatura. Najlepiej czytać tę sagę według kolejności, gdyż wtedy nie tracimy biegu wydarzeń, które dzieją się obok wszystkich „morderstw”. W każdej książce obecny jest jeden wątek kryminalny, który na sam koniec się rozwiązuje. Autorka stopniuje napięcie, początek zwykle nie wciąga aż tak, jednak pod koniec sam fakt, poznania mordercy i rozwiązania zagadki, bardzo kusi. Akcja znacząco przyspiesza w połowie lektury. Głównymi bohaterami są Patrick i Erica, których losy splatają się w już w 1 tomie. Patrick jest policjantem, natomiast Erica znaną pisarką, która pisze książki. Wpierw są to biografie, natomiast, w momencie rozpoczęcia sagi, Erica zaczyna interesować się także innymi gatunkami. W każdej książce Sagi o Fjallbace znajdziemy rozwinięcie danego wątku obyczajowego, np. ślubu Ericy i Patricka, narodziny dziecka itd. Ich losy przeplatają się z losami bohaterów drugoplanowych.

Nieco przewidywalna

Warto na chwilę także zatrzyma się przy intrydze. Jak wiadomo jest to kryminał i w każdej z książek rozwiązuje się osobne śledztwo. Mimo że nie jestem osobą, która od razu zgaduje, kto jest mordercą, gdyż nie mam takich zdolności, u Camilli czasem udało mi się przewidzieć zakończenie. Na książkach tej autorki wzorowała się K. Puzyńska, która w podobny sposób skonstruowała fabułę, jednak u niej akcja dzieje się nieco dynamiczniej (czasem może aż za?). Saga o Fjallbace nie ma tego dynamizmu, intrygi się na siebie nie nakładają, dzięki temu książka jest nieco „spokojniejsza”. Z pewnością można stwierdzić, że w dużej mierze jest to książka skierowana do kobiet, mężczyźni szybciej odnajdą się w kryminałach klasycznych, typu A. Christie, jednak kto wie?

Sagę tę polecam wszystkim tym, którzy lubią obyczajówkę z zagadką i kilkoma morderstwami. Do tej pory można zakupić 10 tomów sagi. Mam także zamiar przeczytać wszystkie części.

 

Ahoj przygodo!

Witam Was, przepraszam za przerwę, ale wyniknęła ona z mnóstwa obowiązków i prac. Pozostawiam Was już z kolejną recenzją.

Malownicze opisy krajobrazów oraz zaskakujące przygody i niezwykła wędrówka. Tak w kilku słowach opisałabym swoje pierwsze wrażenie, dotyczące książki J.R.R. Tolkiena Hobbit, czyli tam i z powrotem. Czy pomimo swoich długich opisów jest to lektura ciekawa i wciągająca? Czy mogą przeczytać ją także młodsi mole książkowi? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź poniżej.

Muzycznie i z humorem

Jest taka piosenka, która co prawda opowiada o zmaganiach piłkarskich na boisku, ale sam refren bardzo dobrze wpisuje się w treść książki Hobbit, czyli tam i z powrotem Tolkiena:

Przygoda, przygoda każdej chwili szkoda,

Świat jest piękny, czy to znasz?

Otwórz oczy, patrz, otwórz oczy, patrz!

 

Być może słowa są dla niektórych znajome, ponieważ sama piosenka pojawiła się chyba kilka lat temu w jakiejś reklamie, ale bardzo dobrze opisuje historię Bilbo Bagginsa. Pokrótce  powieść opowiada o przygodach dzielnego hobbita Bilbo Bagginsa, który wyrusza razem z kilkunastoma krasnoludami i czarodzieje Gandalfem w podróż swojego życia. Po drodze bohaterów spotyka wiele niezwykłych i ciekawych perypetii, które z pewnością na długo zapadną w pamięć każdemu czytelnikowi. To, co przyciąga uwagę w książce Tolkiena, to jest to z pewnością dobry humor i gawędziarski styl pisarski autora. Nie sposób się nudzić przy lekturze. Tolkien prowadzi dialog pomiędzy sobą a czytelnikami, ma się niemal wrażenie, że siedzi on tuż obok nas i opowiada tę historię. Autor jest także narratorem wszechwiedzącym, trzecioosobowym, dzięki czemu z góry jesteśmy w stanie założyć, że opisywana historia dobiegła końca i Bilbo powrócił do swojej przytulnej, hobbickiej chatki.

Dla kogo?

Przygody opisywane w powieści nie są jakieś mroczne i krwawe,  ale obfitujące w ciekawe pomysły, realizowane podczas podróży przez Hobbita i krasnoludów. Oprócz tego pełno w książce wciągających momentów. Jednym, z takich ciekawych i zabawnych zarazem fragmentów, jest „walka na zagadki”, którą prowadzi Bilbo oraz Gollum. Bohaterowie walczą o to, który z nich odgadnie najwięcej zagadek, przegrany musi spełnić prośbę zwycięzcy. Biorąc pod uwagę zarówno gawędziarską stronę powieści, jak i humor, książka stanowi świetną lekturę dla młodszych i starszych czytelników. Niezwykłe wątki fantasy będą nie lada uciechą dla każdego początkującego fana tego gatunku.

Idealny wstęp

Warto zacząć od tej lektury swoją przygodę z książkami Tolkiena, a przynajmniej przeczytać najpierw Hobbita, a potem Władcę Pierścieni. Powieść stanowi wprowadzenie do magicznego świata krasnoludów, elfów, hobbitów, wiele wyjaśnia i to właśnie w niej pojawia się po raz pierwszy tajemniczy pierścień, który jest głównym „bohaterem” Władcy Pierścieni. Do książki często wraca się z sentymentem „po latach”. Wiele osób pierwszy raz sięga po nią, gdy jest młodym czytelnikiem, a później drugi raz już w dorosłym życiu. Wprawdzie nie jestem ani zagorzałym, ani w ogóle fanem fantasy, jednak tę książkę przeczytałam z przyjemnością. Warto po nią sięgnąć i wzbogacić swoje czytelnicze zbiory domowe.

„Wsi spokojna, wsi wesoła”…?

Jest środek zimy. Biel pokrywa dosłownie każdy skrawek, położonej na północy polski, wsi Lipowo. W tej cichej i spokojnej okolicy mazurskich jezior ginie nieznajoma zakonnica, potrącona przez samochód. Szybko okazuje się, że to wcale nie był wypadek, tylko zabójstwo z premedytacją. Komu mogła zagrozić starsza, przyjezdna kobieta? Jakie tajemnice skrywa ta niewielka wieś i ludzie w niej mieszkający?

Czerwono-biała aura

Akcja powieści kryminalnej Motylek rozgrywa się w niewielkiej wsi położonej na północy polski, wśród mazurskich jezior, na początku 2013 roku. Szybko poznajemy głównych bohaterów, są nimi policjanci z miejscowego komisariatu Lipowo, ich rodziny oraz mieszkańcy Lipowa i okolicznych wsi. W malowniczej wiosce zima panuje w pełni, szerokie pasma bieli rozciągają się pośród okolicznych lasów i jezior. Sielankę i spokój przerywa nieoczekiwana śmierć zakonnicy, która przyjeżdża do wsi aż z Warszawy. Wkrótce okazuje się, że starsza kobieta została zamordowana. W Lipowie robi się niespokojnie, mieszkańcom zaczyna udzielać się ponury nastrój, każdy patrzy z podejrzliwością na swojego sąsiada. Niedługo po tym incydencie ginie kolejna osoba, tym razem zamieszkała na stałe w Lipowie. Co może łączyć ze sobą te dwie, z pozoru różne morderstwa? Sielankowa, spowita bielą miejscowość, staje się niebezpiecznym miejscem, pełnym krwi.

„Ludziów jak mrówków”

To, co charakteryzuje książki K. Puzyńskiej (właściwie cały cykl Lipowo), to mocno rozbudowany wątek obyczajowy. Czasami możemy zdziwić się, że tak wiele dzieje się w jednej, niewielkiej wiosce i jej przyległych. W Motylku poznajemy głównych bohaterów, są nimi młodszy aspirant Daniel Podgórski, sierżant Marek Zaręba, przybyła z Warszawy – Weronika Nowakowska oraz komisarz Klementyna Kopp. W książce poznajemy także kilka rodzin z Lipowa, m.in. przyglądamy się rodzinie Kojarskich, poznajemy z bliska historię i członków rodziny aspiranta Janusza Rosoła oraz policjanta Pawła Kamińskiego. Rozbudowany wątek obyczajowy nadaje akcji spore tempo, dzięki niemu wiele osób wydaje się uwikłanych w zagadkę kryminalną, a czytelnik, spragniony wiedzy oraz rozwiązania tajemnicy, czyta z zapartym tchem. Ilość bohaterów może stać się przytłaczająca dla osób, które nie są fanami zwykłej „obyczajówki” książkowej lub preferują wolno rozwijającą się akcję. A o czym możemy poczytać w Motylku? Sporo dowiemy się na temat życia Daniela Podgórskiego, który stanowi spoiwo wszystkich książek z serii Lipowo. Zobaczymy jakie tajemnice skrywa bogata rodzina Kojarskich oraz co łączy ich z przytaczanymi w książce wydarzeniami z przeszłości. Poznamy tajemniczego pisarza bloga o Lipowie, który zna sekrety wszystkich z miasteczka, przez co wpakuje się w spore kłopoty, zobaczymy jak żyją Zarębowie, Janusz Rosół z dziećmi oraz Paweł Kamiński z rodziną. Odpowiemy sobie także na pytanie, kim jest Weronika Nowakowska i w jaki sposób jej pojawienie się we wsi wpłynie na mieszkańców albo raczej na jednego mieszkańca…

Dwa wieczory z Lipowem

To, co stanowi niewątpliwy atut książki to fakt, że czyta się bardzo szybko. Jeśli ktoś lubi powieści z zagadką i intrygą z pewnością szybko „pochłonie” Motylka. Co najbardziej przyciąga uwagę według mnie? Intrygujący, na początku nic nie mówiący tytuł, który nawiązuje do wydarzeń z przeszłości, spajając się z teraźniejszością. W książce mamy równoległe dwa rodzaje wydarzeń. Te z przeszłości oraz teraźniejszość. Bardzo dobrym zabiegiem jest umieszczenie głównej akcji w bliskiej teraźniejszości, gdyż wydarzenia pochodzą z roku 2013, z początku stycznia. Dzięki temu stają się one bliższe czytelnikowi oraz bardziej realne. Odbiorca może utożsamić się z bohaterami do tego stopnia, że sam będzie myślał, co robił w tym czasie, o tej porze. Niewiarygodna technika suspensu po każdym rozdziale sprawia, że odbiorca nie może przestać czytać lektury, ponieważ ciekawy jest co stanie się dalej. Niezwykłe w sadze o Lipowie jest to, że właściwie każdy staje się podejrzanym, przez co bardzo trudno jest odgadnąć, kto tak naprawdę jest mordercą niewinnych kobiet.

Lektura dla wymagających

Katarzyna Puzyńska w bardzo przekonujący sposób zbudowała charaktery postaci, wątki obyczajowe oraz kryminalne śledztwo. Lektura na pewno jest dla osób, które lubią kryminały, powieści obyczajowe oraz książki „naszpikowane” różnorodnymi faktami. Niewątpliwie trudna do rozwiązania zagadka, zaskakujące zakończenie oraz piękne, zimowe krajobrazy, działające na wyobraźnię to wyznaczniki stylu pisarskiego Puzyńskiej w Motylku. Czytelnik daje się „uwieść” sielskości krajobrazu oraz jego mrocznej tajemnicy, która doprowadza do nietypowego zakończenia.

„Sympatyczny” wyjazd z cyjankiem w tle

Miły, rodzinny wyjazd w zimne strony wyspy Valön . Za oknem zamieć śnieżna, mieszkańcy zostają odcięci od świata, jednak, na całe szczęście, bohaterowie pozostają w ciepłym, przytulnym pensjonacie, w którym spotkali się w ramach rodzinnej uroczystości. Pozorną sielankę- i to dość szybko – przerywa niespodziewana śmierć seniora rodu, wszystkie poszlaki wskazują na ewidentne morderstwo!

Zamieć śnieżna i woń migdałów

Nigdy nie miałam okazji zetknąć się z twórczością pisarską Camilli Läckberg. Często napotykałam w internecie na pochlebne opinie czytelników, fascynatów kryminałów czy książek z intrygą w tle. Sama jednak nigdy nie sięgnęłam po książkę „mistrzyni kryminałów”. Aż do tego momentu. „Zamieć śnieżna i woń migdałów” określana jest mianem nowelki czy też dłuższego opowiadania. I rzeczywiście, rozmiary są niewielkie, a sama książka, wydana przez wydawnictwo „Czarna owca”, ma format „kieszonkowy”, mieszczący się bez trudu do torebki czy plecaka. Nowelka jest w pewnym sensie „przerywnikem” sagi  o Fjällbace, luźno powiązanym, bowiem z głównym tematem, łączy ją postać policjanta Martina. Historia opowiada o losach policjanta, który zostaje zaproszony  na uroczystą kolację do zamożnej rodziny swojej narzeczonej. Bohater nie jest pewny czy dobrze postąpił zgadzając się na ten wyjazd, ponieważ nie układa mu się z Lisette i nie planuje z nią wspólnej przyszłości. Zgadza się jednak na wyjazd, czego szybko żałuje. Podczas kolacji panuje napięta atmosfera, każdy z uczestników „dybie” na spadek seniora rodu Rubena. Ten jednak wydaje się być niezadowolony ze swoich synów i wnuków, uważając, że zamiast konkretnie inwestować pieniądze, tylko je beztrosko wydają. Niestety,  podczas kolacji Ruben ginie otruty cyjankiem. Pewnym jest, że ktoś z siedzących przy stole musiał zabić seniora rodu, śledztwo zaczyna prowadzić policjant Martin.

Historia jakich wiele?

Historia Zamieci przypomina mi połączone ze sobą dwa filmy, które kiedyś miałam okazję widzieć. Wątek chętnej do szybkiego wzbogacenia się familii na majątku staruszka, seniora rodu, przybliżył nam w 1994 roku film Sknerus. Familia dowiedziawszy się, że dziadek chce przepisać swój spadek pielęgniarce, wzywa ulubionego siostrzeńca starszego pana, aby załagodził konflikt i odwiódł staruszka od – z całą pewnością – nietrafionego pomysłu (w książce pani Läckberg również mamy wątek chęci oddania majątku przez Rubena na rzecz różnych instytucji charytatywnych oraz pojawia się postać ulubionego wnuka). W ostatecznym wydźwięku Sknerus to komedia, więc nie ma dalej co porównywać. Jeśli chodzi o wątek kryminalny, trochę przypomina mi się film z 1976 roku pt.: Zabity na śmierć, piątka najsłynniejszych detektywów zostaje zaproszona na „kolację z morderstwem”. Cały film ma raczej zabarwienie nieco humorystyczne, w konwencji parodystycznej. W Zamieci główny wątek rozgrywa się również podczas wspólnego posiłku, a bohaterowie są nieco przerysowani, właściwie cała sytuacja i śmierć – skądinąd prawdziwa – jest raczej na pograniczu czarnego humoru. Jeśli ktoś widział dwa wyżej wymienione filmy i czytał książkę z pewnością zauważy wspomniane podobieństwa.

Czarna komedia kryminalna

Akcja książki osadzona zostaje w tajemniczej scenerii, bohaterowie przyjeżdżają na wyspę, która zostaje odcięta od świata zewnętrznego, za oknami przytulnego domku szaleje zamieć śnieżna, telefony nie działają,  przez co nie da się z nikim skontaktować. Sceneria i okoliczności sprawiają, że książka staje się tajemnicza, czytelnik wręcz odczuwa na swojej skórze samotność i strach bohaterów w tej nieciekawej sytuacji, bo przecież morderca jest wśród nich, każdy z nich mógł zabić, matka, ojciec, syn, siostra, a może ciotka? Mimo wszystko,  Zamieć śnieżna i woń migdałów to pewnego rodzaju czarna komedia kryminalna, o ile zakończenie jest nieco zaskakujące, to także mocno rozczarowujące i urwane. Właściwie po przeczytaniu nowelki nie wiadomo czy śmiać się czy zatrwożyć, trudno odgadnąć co autor miał na myśli. Na pewno jest to książka warta przeczytania dla osób, które chcą nieco odpocząć od mrożących krew w żyłach thrillerów czy zawiłych i naszpikowanych zagadkami kryminałów. Akcja rozwija się dosyć wolno, właściwie nie jest zbytnio rozbudowana. To samo tyczy się wątku fabularnego, który w dużej mierze opiera się na przemyśleniach głównego bohatera. Mimo wszystko, lektura jest lekka w swojej strukturze, a dzięki swojej niewielkiej objętości, idealnie pasuje na wolne, weekendowe popołudnie.