W jaki sposób zastosowanie tej metody, zmieniło moje podejście do planowania

Trzeba to przyznać, że miewam problemy z organizacją i planowaniem. Nawet dosyć duże. Wynikają one z wielu czynników, jednym z nich jest często tzw. nieodpowiednie mierzenie sił na zamiary. Mój kalendarz zwykle pękał w szwach od zadań i, choć wiedziałam gdzieś podświadomie, że to niemożliwe, myślałam, że uda mi się wszystkie założenia spełnić. Czy coś się zmieniło? Czy udało mi się wypracować jakąś metodę?

Jak planować „z głową?”

W Internecie znajdziesz setki różnorodnych planerów. Takie, które można samodzielnie zaprojektować i ozdobić różnymi rysunkami, czy modnymi napisami oraz gotowe, które wystarczy kupić i używać. Jeśli mam coś polecić, to z czystym sumieniem doradzam gotowe. Możesz kupić planner w dowolnym kolorze lub jakiś z ciekawym motywem i zacząć swoją przygodę! Planowanie z głową warto rozpocząć od kilku podstawowych zasad. Przede wszystkim musisz zdać sobie sprawę z tego, że nie jesteś robotem. Ani Ty, ani ja, ani nikt w Twoim otoczeniu. To znaczy, z pewnością  znalazłaby się osoba, która uwielbia się „zajeżdżać”, bardzo prawdopodobne, że wiele osób zna choć jedną taką osobę w swoim towarzystwie. Pytanie brzmi tylko, po co? Zadania na poszczególny dzień, czy tydzień warto rozplanować z głową. Dobrze jest stworzyć sobie listę tych spraw, które trzeba załatwić lub wykonać, a pod spodem stworzyć punkty, na tzw. „gdy wystarczy czasu”. To dobra metoda. Po pierwsze, dlatego że dokładnie widzisz, co jest niezbędne, a po drugie, gdy jednak uda Ci się wykonać zadanie z „dodatkowej listy”, będziesz dumny, że zrobiłeś coś nadprogramowego. Kluczową sprawą w takim planowaniu jest fakt, aby lista rzeczy „do zrobienia”, zawierała absolutne minimum. Resztę spraw należy zapisać w dodatkowej liście „gdy wystarczy czasu”. Gwarantuję, że z tej drugiej listy sporo uda Ci się zrobić!

Jak nie planować!

Jest to system niezwykle motywujący! Przynajmniej  dla mnie. Dlaczego tak uważam? W tym miejscu muszę zrobić retrospekcję. Zwykle było tak, że planowałam okropnie dużo na jeden dzień i jak możesz się domyślić, nawet połowy nie zrobiłam. W tym okresie bardzo często dzieliłam się z kimś tym, co udało mi się zrobić w tym dniu. Ta osoba zwykle reagowała „o wow, sporo!” Powiem, że trochę głupio było mi się przyznawać, że to nawet nie jest połowa tego, co zaplanowałam na ten dzień. Uświadomiło mi to fakt, że trochę chyba przesadzam z planowaniem. Pozwoliło zarazem wypracować całkiem przyjemną metodę, którą się z Tobą podzieliłam! Bardzo często uczymy się na błędach, dlatego warto te wszystkie ścieżki, prowadzące do ulepszenia jakości planowania, rozwijać. 🙂

planowanie

Planowanie z listą

Zadasz zapewne pytanie, co z wykonaniem? „Skreślanie z listy” zaczynam od najważniejszych rzeczy. Jeśli muszę iść do dentysty, to idę i według tego planuję pozostałe sprawy. W ciągu dnia rozważam także, czy któraś z tych „ważnych” rzeczy, mogłaby zostać przesunięta na drugi dzień. Nie zrozum mnie źle, nie chodzi mi o prokrastynację „level master”, jednak o pewien dynamizm listy. Pamiętaj, że Twoja lista może być do pewnego stopnia ruchoma. Czasami dzieją się w ciągu dnia rzeczy, których nie przewidujemy, ale które weryfikują nasze plany.

zaplanuj dzień

Może nie jestem nadal perfekcjonistą w planowaniu dnia, ale jest to całkiem przyjemna metoda. Pozwala weryfikować plany, a także ustalać priorytety. Wreszcie system nagród jest bardzo owocny! Zwykle cieszę się z faktu, że uda mi się np. sporo wykonać z dodatkowej listy.

Na koniec podam kilka przydatnych zalet plannera, oczywiście według mojej opinii. 🙂 

  • Miejsce do pisania. Jeśli planujesz dużo, lepiej postaw na kalendarz lub planner z jednym dniem zagospodarowanym na całą stronę. U mnie planowanie jest punktowe. Stawiam też na plan zadań z pracy i ważne spotkania i wizyty, dlatego nie potrzebuję aż tak dużo miejsca. Uważam jednak, że planner lub kalendarz z całą stroną wolną na dany dzień jest świetnym rozwiązaniem!
  • Wybór designu to sprawa indywidualna. Ja cenię sobie raczej proste wzory, ale jeśli Tobie dobrze planuje się we wzorzystym lub kolorowym – czemu nie!
  • Cytaty. Tutaj często zdania są podzielone. Osobiście lubię, gdy kalendarz ma jakieś cytaty, jednak nie może ich być za dużo. Lepiej, kiedy cytaty są dopasowane do zainteresowań lub dotyczą interesującej Cię dziedziny.
  • Planner lub kalendarz, który służy do planowania dnia, powiedzmy bardziej szczegółowego, powinien być większy. Świetnie sprawdza się w formie zeszytu lub formatu B5. Jeśli chcesz kupić kalendarz tylko do zapisywania haseł, czy listy zakupów na dany dzień, śmiało możesz postawić na kieszonkowy!

Trzymam kciuki za Twoje planowanie 🙂

 

Advertisements

A jakie są Twoje pasje?

Mieć pasje, to jak wygrać los na loterii, choć może wydawać się to Wam śmieszne. Dzisiejszy świat serwuje nam wiele stresów i codziennych obowiązków, często wyczerpujących, po których zwykle marzymy o pójściu spać, jednak dorosłe życie nam na to nie pozwala… Bardzo dobrze, gdy mamy pasje i możemy je rozwijać, gdy po prostu uda nam się wygospodarować nieco czasu po to, by oderwać się od rzeczywistości i porobić kilka rzeczy, które lubimy. To, co z tymi pasjami?

Przynależność, dzięki pasji!

Pasje mogą być różne. Może być to granie na jakimś instrumencie, czytanie książek, szydełkowanie, szycie, modelowania, decoupage i można by wymieniać bez końca! Poznałam wielu ludzi, w ciągu mojego życia i każda z tych osób miała inną pasję. Nie stworzę tutaj żadnej konkretnej definicji hobby, bo to każdy z Was potrafi zrobić, „googlując” w Internecie. To, co wyróżniało wszystkie poznane osoby, to fakt, że dzięki swojej pasji przynależeli do jakiejś grupy społecznej, w której mogli się odnaleźć. Niekiedy były to lekcje tańca oraz przynależność do różnorodnych grup tanecznych, czy szkół, innym razem wspólne kółka zainteresowań i spędzania czasu „po lekcjach” na świetlicy, czy w czytelni. To zapewniało rozwój. Wydaje mi się natomiast, że przez to, iż stajemy się osobami dorosłymi, rezygnujemy poniekąd z naszych „pierwszych pragnień serca”, dotyczących naszego hobby. Bo, gdyby się nad tym zastanowić, wielu ludzi marzy o rozwoju swoich pasji, czy zainteresowań, będąc właśnie dorosłymi, chcąc np. założyć własny biznes z nimi związany.

pasje

Teraz albo nigdy?

Możecie pomyśleć, że co to za pasja, która wiąże się z pracą. Owszem, pasja z reguły jest oderwaniem od codziennych, przytłaczających nas obowiązków, mnie i Ciebie! Właściwie to w dużej mierze o to chodzi, by mieć w życiu jakąś „odskocznię”, taką tylko naszą, która wiązać się będzie z rozwojem zainteresowań. Ale gdyby tak połączyć hobby z pracą? W dzisiejszych czasach śmiem twierdzić, że jest to coraz bardziej możliwe. Żyjąc w dobie Internetu, możemy właściwie rozwijać swoje pasje, a do tego z tego się utrzymywać. Niekiedy jest to forma prowadzenia kont społecznościowych, np. facebooka lub instagrama, a innym razem własny biznes, np. założenie własnej restauracji, jeśli naszą pasją od zawsze było gotowanie. Możliwości mamy wiele, trzeba nauczyć się je realizować. Jak wiadomo, łatwo to nie przychodzi (tzn. niektórym może tak, ale generalnie nie mamy spektakularnych efektów od razu).

Idealne życie blogera

Niestety, jesteśmy też społeczeństwem instant, które musi mieć wszystko „na już”. Sprawcami tego stanu rzeczy są po raz kolejny media społecznościowe, ponieważ ludzie za ich pośrednictwem serwują innym ekstra zdjęcia lub publikują swoje osiągnięcia. Mało jednak kto mówi o tym, że aby do tego dojść, musiało minąć wiele tygodni, miesięcy, lat. Dyrektorem nie zostaje się po tygodniu, często nawet nie po roku, a idealne zdjęcie na Insta to często godziny przygotowań i prac. Zresztą, możecie „poszperać” w Internecie, to zobaczycie „od kuchni” te przygotowania.

pasja gitara

Recepta na sukces?

Jaka jest recepta na sukces i bycie najlepszym w tym, co się robi i uwielbia to robić? Myślę, że nie ma idealnej, chociaż, trzymając się tych kilku podpunktów, wszystko jest możliwe!

  • Czas, czas, czas – nawet nauka gry na gitarze, czy pianinie nie trwa miesiąc, często ciągnie się latami. Jesteśmy naprawdę niecierpliwymi ludźmi, ja w dużej mierze też. Ale z reguły to właśnie odpowiedni czas jest naszym sprzymierzeńcem. Być może musimy się jeszcze nieco nauczyć, być może uda się później, ważna jest jednak cierpliwość i wyuczenie się tej umiejętności.
  • Ćwiczenia, doszkalanie się – bardzo często się zniechęcamy, a niepotrzebnie! Nikt nie był wirtuozem od razu. Wiadome jest, że jeśli rozpoczniemy naukę gry na instrumencie szybciej, więcej się nauczymy, gdyż z pewnością będziemy mogli temu trochę czasu poświęcić, którego niestety brak nam w „życiu dorosłym”.
  • Skoncentrowanie na danej sprawie – bardzo często obok słomianego zapału występuje zjawisko krótkiej fascynacji. Coś, co trwa tylko chwilę w naszym życiu, nie może być naszą pasją! Być może był to etap, z którego myśleliśmy, że jakaś pasja się rozwinie, jednak nic podobnego nie miało miejsca. Natomiast, jeśli chcemy osiągnąć sukces lub być najlepszymi, na miarę naszych możliwości w danej dziedzinie, musimy nie tylko poświęcić temu uwagę, ale i zaangażować się!

Bywa to trudne, zwłaszcza w obecnych czasach, kiedy mamy sporo obowiązków. Nie od dziś jednak wiadomo, że sukces zwykle zakłada 90% pracy i 10% talentu. Dlatego, jeżeli marzy nam się własny biznes, z pewnością będziemy musieli nieco poświęcić mu czasu, ponieść kilka porażek, ale i mniejszych i większych sukcesów! Zawsze jednak pasja może być czymś, co pozwala nam spędzić miło popołudnie lub stać się dodatkowym zajęciem, być może w przyszłości zarobkowym? Kto wie?

Jakie są Wasze pasje? 🙂 

Jesień w mieście

 

Szara, zimna i mokra, czy słoneczna, kolorowa, złota? Jaka jest jesień w mieście? Chyba nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi, bo potrafi być i taka, i taka. Najbardziej lubimy tę złotą i kolorową. Październik jest dla nas dosyć łaskawy, serwując wysokie temperatury, a także zachwycając barwami wokół. Za co lubimy lub nie lubimy tej pory roku?

Mimozami jesień…

Najbardziej lubię wiosnę i jesień. Jeśli chodzi o tę pierwszą, to może to być nawet wiosna zimna, jednak jest ona dla mnie nadzieją na nadejście cieplejszych dni. Poza tym bardzo ładnie kwitną drzewa, trawa staje się coraz bardziej zielona, a dnie coraz dłuższe. Lubię też jesień, ale głównie taką, jak teraz. Ciepłą, kolorową, no i w sporej części również żółtą, gdyż jest to mój ulubiony kolor. Mam to szczęście, że gdy patrzę za okno, widzę las i drzewa, które zmieniają barwy z upływem miesięcy. Choć nie jestem typowo „wiejskim” człowiekiem, który odnalazłby się w głuszy pośród traw, polan, lasów i drzew, to jednak cenię sobie te widoki. Dzięki takiej pogodzie, jaką teraz mamy widać doskonale, że „mimozami jesień się zaczyna”. I choć wiersz Juliana Tuwima jest o kobiecie, to jednak dla mnie jest to utwór bardzo jesienny. Zawsze wyobrażam sobie te złote liście i parki pokryte grubym „dywanem” z nich utworzonym.

IMG_20181011_140939_resized_20181016_072331832

Słońce i świeże powietrze

Wiele osób mówi, że nie lubi jesieni, ponieważ jest to depresyjna pora roku, która zwiastuje zimę. Osobiście nie czuje się za dobrze podczas deszczu, czy ogólnej pluchy i słoty. Ciekawe jest jednak to, że za każdym razem, gdy pomyślę o jesieni, to się uśmiecham, mimo że nie zawsze październik jest tak łaskawy dla nas, jak teraz. Na jesień słońce jest barwniejsze i nie jest takie ostre, dnie może nie są długie, ale intensywne. Lepiej wtedy chłonie się każdą część natury i świeże powietrze. To jest głównym rozróżnieniem pomiędzy latem i jesienią. Choć z biegiem lat polubiłam lato bardziej, ponieważ kiedyś go nie znosiłam, to i tak nigdy nie wygra ta pora roku z wiosną i jesienią. 🙂

IMG_20181011_141233_resized_20181016_071545327

Jesienny relaks

Poza tym, jak wiadomo, jesień sprzyja kocykom, herbatkom i książkom. To chyba zdecydowanie najpopularniejsze „rekwizyty” każdej jesieni. Kto z nas nie lubi spędzić miłego popołudnia z dobrą, malinową herbatką z sokiem, ciepłym i przytulnym kocykiem oraz dobrą lekturą? Bardzo często nie mamy na to czasu przez lato, a także na wiosnę, gdyż długie dni sprzyjają intensywniejszej aktywności fizycznej oraz pracy umysłowej. Jesienny relaks wpisany jest często w naturę człowieka. W czasie pięknej i złotej jesieni bardzo przyjemne są także popołudniowe spacery z psem. Nie od dziś wiadomo, że o wiele lepiej spaceruje się jesienią, zawsze można znaleźć patyk i rzucić naszemu pupilowi i w ten sposób aktywnie spędzić dzień na zabawie z psem. Jesień sprzyja także długim spacerom z rodziną, można świetnie spędzić czas na szukaniu kasztanów oraz żołędzi, które są dobrą „bazą” na późniejszą zabawę – robienia ludzików. Kto nie robił takich ludzików?! Jesień to idealny czas na to, by zarówno spędzić czas aktywnie, jak i poleniuchować trochę bezkarnie. 😀 🙂

A Wy? Jak spędzacie swoją jesień?

Obcy język – dla każdego?

Po co się uczyć języków? Jeszcze na stare lata – ktoś powie. Choćby po to, by poszerzać swoje horyzonty lub zwyczajnie rozwijać szare komórki. Ja swoją przygodę językową kontynuuję już rok, ale po kolei.

 

Języki dla każdego!

We wrześniu zeszłego roku zapisałam się na język. Na „pewien” język. Może nie będę tutaj zdradzać, co to za język. W każdym razie właśnie rozpoczął się kolejny wrzesień, a ja śmiało mogę powiedzieć, że nigdzie nie nauczyłam się tyle, co przez ten rok. Może nie jestem jakimś super pilnym uczniem, bo w szkole chyba bywało lepiej. Teraz nawał obowiązków nie pozwala mi aż na takie „wkuwanie”, ale jestem na pewno bardziej systematyczna, niż w szkole. W każdym razie rozumiem wiele, gdy ktoś mówi do mnie w miarę powoli, to z reguły jestem go w stanie zrozumieć lub wyłapać choćby sens wypowiedzi. Jak można się po tym krótkim opisie domyślić, nie, to nie jest angielski 😀 Dlatego myślę, że nawet z racji mojego posuniętego już wieku, można się uczyć języków w każdym wieku! Z pewnością Pani po 50-tce także swobodnie przyswoi nowy język, jak i Pan lub Pani po 70-tce! 😀

Co z tym czasem?

Na pewno przychodzi Wam do głowy – mimo wszystko – że istnieją pewne ograniczenia. A no tak, istnieją. Tylko, że wydawało mi się całe życie, że wszystko możemy robić do max 30-stki, no, powiedzmy do 35 i koniec. Dlaczego? Jak teraz nad tym myślę, to zawsze przypominają mi się słowa mojej babci, która, gdy chodziłam do szkoły, zwykła mówić: „ucz się teraz, rób coś teraz, bo później już nie będziesz mieć okazji”. Mój, na ten czas podstawówkowo-gimnazjalny umysł, nie rozumiał tego, dlaczego później nie będzie już tego czasu. Dziś wiem, że mojej babci chodziło głównie o fakt, że koło 30-stki to się chodzi do pracy, planuje lub ma rodzinę, dlatego nie myśli się o dokształcaniu lub samorozwoju. Na szczęście to stwierdzenie nie było spowodowane tym, że po 30-stce już niczego nie potrafisz się nauczyć tak, jak wtedy mi się wydawało. Zwyczajnie możesz mieć mniej czasu, co spowodowane jest różnorodnymi czynnikami. Myślę jednak, że czas można na wiele rzeczy znaleźć, nawet, jeżeli nie mamy go dużo. Mnie z powodzeniem udaje się chodzić na ten język oraz robić sporo różnych rzeczy. Może kiedyś przytoczę jeszcze jakieś. Ale, tak! Możemy zapisać się na dodatkowe zajęcia, nawet po 30-stce! J

Wyćwiczony umysł

Uczenie się języków rozszerza myślenie, ułatwia zapamiętywanie i ćwiczy szare komórki. Może piszę teraz jakieś banały, jednak zauważyłam, że naprawdę szybko mogę teraz przyswoić niektóre rzeczy, a także mój umysł jest bardziej skupiony, nawet na zadaniach w pracy. Wydaje mi się, że to przez to, iż cały czas jest „narażony” na ćwiczenie, a nie jest zbitą ektoplazmą, która dryfuje w przestworzach :D. Obserwuję wyraźnie poprawioną koncentrację.

Jeśli myślicie nad rozpoczęciem nauki języków, to Was zachęcam, zobaczycie efekty! Z pewnością poprawi się Wasza koncentracja oraz myślenie, nie tylko jeśli chodzi o samo przyswajanie wiedzy językowej, ale także to takie „codzienne”, abstrakcyjne.

 

Wakacje marzeń

Poranną rosą, chłodnym porankiem, a może malinami. A Wam czym pachnie lato? Ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad zapachami swojego lata. Mnie się ono głównie kojarzy z rześkim, świeżym, porannym powietrzem, które od razu budzi we mnie pewną dozę beztroski. Wiadomo, cudownie jest wstawać co rano z wiedzą, że dziś tak zupełnie – nic, a nic – nie trzeba robić. Choć te lata już za mną, do dziś, gdy czuję ten rześki zapach, powracają wspomnienia.

Wczesne poranki

Najcudowniejsze w lecie jest to, że, gdy już musimy wstawać do pracy, robi się to o wiele lepiej. Rano jest już jasno, bardzo często wstaje słońce, o wiele przyjemniej rozpoczyna się taki dzień. Kiedyś, jak miałam jeszcze dwumiesięczne wakacje, bardzo często rozpoczynałam dzień już po 7, aby nic z niego nie stracić. Jestem z tych osób, które nie lubią długo spać, ponieważ mam wtedy wrażenie marnowania dnia. I choć dziś nie zawsze wstaję o 7, gdyż niekiedy jeszcze wcześniej lub nieco później, to zawsze staram się trochę czasu spędzić na „porannym wdychaniu letniego powietrza”.

Pyszne smaki

Lato dla mnie to także niepowtarzalne smaki. Bardzo lubię domowy sok malinowy, przygotowany przez moją babcię oraz owoce, które można zerwać prosto z krzaka o tej porze roku. Poziomki, maliny, truskawki, czereśnie – idealne do przegryzania, jak i pasteryzowania. Czy wiecie, że kiedyś miałam przyjemność pić domowy sok z truskawek? Choć może się to wydawać dziwne, ponieważ truskawki nie zawierają aż tyle soku w sobie. Jednak wyszedł idealnie, za to pokłony dla babci! Dodatkowo, lato kojarzy mi się z przepyszną potrawą, czyli kluskami ze śliwkami. Są obłędne! Niedrylowaną śliwkę obtacza się ciastem i gotuje w wodzie. Do dziś lubię zjeść te kluski, właśnie o tej porze roku, gdy jeszcze można zakupić świeże śliwki.

maliny domowe

Szau ciau i polifonia

Pamiętacie, jak w lecie zawsze biegało się z dzieciakami do późna? Nie zapomnę tego nigdy. Podchody, zabawa w chowanego do 22 i dopiero do domu. Skądinąd, czas naprawdę bardzo szybko płynął. Wychodziło się po południu, a tu już był wieczór. Do domu wracało się zwykle tylko w porze obiadowej i na kolację lub po kanapki. Jak już byłam trochę starsza, to głównie spędzałam wakacje z kilkoma koleżankami z osiedla, włóczyłyśmy się całymi dniami bez celu. Był to rok około 2003/4/5, więc już wtedy można było nabyć pierwsze komórki z kolorowymi wyświetlaczami – szał! Dla osób, które wychowywały się w erze smartfonów, brzmi to pewno dość kuriozalnie. Pamiętam, że ściągało się wtedy kolorowe tapety na telefon albo dzwonki polifoniczne. Można je było ustawiać na sms lub jako dzwonek połączenia. Tak, zdecydowanie takie lato wiązało się dla mnie z beztroską i ciekawym spędzaniem dni. Przy okazji tej codziennej włóczęgi, zawsze coś ciekawego się działo.

lato2018.JPG

Późniejsze wakacje wspominam jako rozwijanie jakichś swoich pasji i zainteresowań. Niektóre po dziś dzień rozwijam, o innym trochę zapomniałam, może warto wrócić? Obecnie lato spędzam dość aktywnie, głównie pod kątem intelektualnym – jakkolwiek to mądrze nie brzmi, aż tak mądre nie jest ;D Ale nadal bardzo lubię, posłuchać odgłosów lata i powdychać nieco rześkiego, świeżego powietrza!